poniedziałek, 25 października 2010


Dziś rano obudziły mnie intensywne promienie słoneczne wpadające przez okno do naszej sypialni... I nie wiadomo dlaczego przypomniała mi się nasza ostatnia podróż do Paryża. Wspomnienie to przywołało na chwilę niesamowitą radość. Po chwili przyłapałam się na tym, że uśmiecham się sama do siebie - chwilowe zwariowanie czy też zwykła, mała radość, której w dzisiejszych czasach jest jak na lekarstwo... Przeciągając i wyginając jak to koty o poranku rozmarzyłam się o Paryżu... 


Fot. Robert Doisneau (www.robertdoisneau.com)

Sama podróż była niespodzianką, którą Jarek zafundował mi w pewien styczniowy poranek - naprawdę nic nie wiedziałam, do momentu pobódki o czwartej nad ranem...  pospiesznie wyciągnięta z łóżka usłyszałam "Kochanie, wstawaj bo zaraz wyjeżdżamy!". No i pewnie nie dowiedziałabym się gdzie jedziemy, gdyby nie to że na dworcu pan w okienku krzyknął do Jarka w niebogłosy "Ok Sir, you want to pick up your two tickets to Paris!". O rany, jaka była moja radość w tym momencie poznając miejsce naszej destynacji.... W jednej chwili przypomniało mi się kilka linijek pewnej piosenki francuskiej "Aux Champs Elysees", która jak na zawołanie wypłynęła z moich ust melodyjnie.... i tak te kilka linijek (bo tyle umiałam sobie zanucić :)) towarzyszyło mi przez dwie godziny drogi do Paryża.... A Paryż, jak to Paryż okazał się wszystkim tym co miałam w głowie - tymi widokami z pocztówek, tymi obrazami z francuskich filmów i tymi opowieściami przekazywanymi od kolejnych znajomych wracających z wakacji we Francji.... I moimi ulubionymi fotografiami Roberta Doisneau....

Fot. Robert Doisneau (www.robertdoisneau.com)

 A teraz właśnie ja stawiałam pierwsze kroki na romantycznej, paryskiej ziemi... :) ten obraz bardzo głeboko zapadł mi w pamięci.... Ale obraz ten, wypełniają jeszcze smaki i zapachy świeżo pieczonych bagietek z przyulicznych pattiserie, którymi delektowaliśmy się bez opamiętania... Dlatego dziś chcąc pozostać w klimacie tamtej podróży i wspaniałych wspomnień upiekliśmy Pain Rustique. 

Pain Rustique
(przepis zaczerpnięty od Jeffreya Hamelmana z 'Bread')



Składniki na zaczyn (poolish):
455 g mąki pszennej chlebowej 
455 g wody (455 ml)
1/8 łyżeczki drożdży suchych (0,5 g) lub 1/4 łyżeczki pokruszonych drożdży świeżych (1 g)

Składniki zaczynu wymieszać, przykryć szczelnie, pozostawić w temperaturze pokojowej na 12 - 16 godzin.

Składniki na ciasto właściwe:
cały zaczyn 
455 g mąki pszennej chlebowej 
173 ml wody 
18 g soli
1,5 łyżeczki drożdży suchych (6 g) lub 12 g drożdży świeżych


Wymieszać zaczyn, mąkę, wodę. Ciasto przykryć szczelnie, odstawić na 20 - 30 minut w temperaturze pokojowej. Po tym czasie do ciasta dodać sól i drożdże, wymieszać. Znowu przykryć szczelnie i pozostawić do wyrośnięcia na 70 minut, składając je w 25 i 50 minucie.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 części. Uformować nie zagniatając mocno ciasta, po prostu nadać im mniej więcej prostokątny kształt. Im bardziej nieregularne, tym lepiej i bardziej rustykalnie wyglądają. Odstawić na 20 - 25 minut do napuszenia.


Piec w temperaturze 240º przez 35 minut (najlepiej na kamieniu), z parą. W połowie pieczenia uchylić lekko drzwiczki od piekarnika. Wystudzić na kratce.


Mała rada: ciasto nie nadaje się do wyrabiania w maszynie do chleba.


Smacznego :)
Pocztówka projektu Jarka - w roli głównej my... :)


5 komentarzy:

  1. Ech, mam slabosc do Paryza. I bardzo, bardzo mnie cieszy, ze wystarcza raptem dwie godziny, by znalezc sie "aux Champs Elysees"...

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam fotografie Doisneau, ale ta z Wami w roli głównej jest piękna:) Chlebek wygląda znakomicie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniale oddaje paryski klimat. zarówno chleb, jak i pocztówka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pamiętam zajadanie się bagietkami na paryskich ulicach :)
    uwielbiam wielkie dziur w chlebach, ten wygląda idealnie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...