poniedziałek, 8 października 2012

Dzień Dobry! 
Jest poniedziałek godzina 8.30 rano czasu Greenwich... 
Za oknem piekna londyńska jesień, pochmurne niebo, termometr wskazuje 13°C... wygląda na to, że trzeba będzie włożyć do torby parasol... 
Miał być długi i wyczerpujący post o naszych rybnych pasjach a będzie super szybka receptura na naszą ulubioną pastę rybną do kanapek... Kiedyś przekazana mi przez starego przyjaciela rodziny, wielbiciela wędkarstwa, dziś bardzo często gości na naszym śniadaniowym talerzu... 




Ekspresowa pasta do kanapek z sardelami 

250g półtłustego twarogu
1 puszka wędzonych sardeli w oliwie
1/2 małej cebuli
2 jajka
sól i pieprz
świeże bagietki


Cebulę drobno posiekaj. Rozdrobniony widelcem twaróg włóż do miski, dodaj sardele z oliwą z puszki (oliwa doda paście wilgotności). Jajka ugotować na twardo, następnie pokroić drobno lub zetrzeć na grubej tarce i wymieszać z pozostałymi składnikami. Doprawić solą i pieprzem. Wszystko dokładnie ugnieć widelcem. Podawać ze świeżą, chrupiącą bagietką.
** Ze względu na zawartość oliwy w paście, nie ma potrzeby smarowania kanapek masełkiem. ;)


Smacznego!! A do śniadania coś miłego na uspokojenie poniedziałkowo-porannych nastrojów... ;)



czwartek, 4 października 2012

Kto był choć raz w Krakowie, ten wie gdzie sprzedają najlepsze zapiekanki pod słońcem… Oczywiście w ‘Okrąglaku’ u Endziora na Placu Nowym. W samym sercu Kazimierza, jak tylko sięgnę pamięcią (a mogę sięgać już dość daleko) życie towarzyskie tętniło od rana do nocy. Dekadenckie knajpki, w których przesiadywało się do bardzo późnych lub czasem bardzo wczesnych godzin rannych wypełnione były zawsze po krawężniki przed drzwiami… a jak człek się już porządnie napił i wygadał zazwyczaj w okolicach świtu, nadchodził czas na zajęcie swojego miejsca w kilometrowej kolejce do Endziora, po absolutnie wymiatającą zapiekankę z pieczarkami, serem, ketchupem i szczypiorkiem. Była ona pokarmem nie tylko biednego jak mysz kościelna studenta ale też bogatszego przedstawiciela warstwy pracującej. 

Ale kto nie był w Wielkiej Brytanii, to nie wie, że Anglicy też mają swoją genialną zapiekankę. Choć nie można jej kupić w budce przy ulicy ani też nie spotkaliśmy się z nią w standardowym menu porządnego brytyjskiego pubu, to jednak istnieje w świadomości Walijczyków, zwłaszcza tych, którym bieda często zaglądała do garnków… stąd też oryginalna nazwa zapiekanki ‘Welsh rabbit’. Według zabawnego, przeciętnego Walijczyka, wypasiony tost ociekający stopionym cheddarem był jak uczta z pieczonego królika. Nie wiadomo dlaczego, dziś zamiast ‘rabbit’ używa się określenia ‘rarebit’. Ja osobiście wolę tą oryginalną. 



Prawdziwy ‘Walijski Królik’ to gruba kromka stostowanego pieczywa, pokryta kremową mieszanką sera cheddara (Cheshire’a lub Gloucester’a) z jajkiem, musztardą i ciemnym piwem, stoutem. Następnie grillowana i pałaszowana na super gorąco, prosto z pieca. 

I choć sposobów na te zapiekanki jest tysiące, my trzymamy się tej jednej, podstawowej… Czyli:

4 duże kromki chleba 
200g sera Cheddar lub Leicester 
1 jajko 
1 łyżka sosu Worcestershire 
Szczypta pieprzu Cayenne 
½ łyżeczki musztardy 
30 ml ciemnego piwa (Stout) 
Odrobina masła 


Pod rozgrzanego grilla włożyć kromki chleba posmarowane masłem. W międzyczasie, do miski zetrzeć cały kawałek sera, wbić jajko dodać sos Worcestershire, musztardę i przyprawy. Dokładnie wymieszać by zrobiła się jednolita masa. Jeśli masa jest zbyt sucha, można dodać jeszcze jedno jajko. Delikatnie wypieczone chlebki wyciągnąć z piekarnika i wysmarować obficie masą serową. Włożyć ponownie do piekarnika i piec tak długo, ‘na oko’ aż ser się całkowicie rozpuści a nasz Rabbit będzie miał piękny złocisty kolor. I gotowe!

*** Fajny artykuł o serowych przyjemnościach jest tutaj, gorąco polecamy. 




środa, 3 października 2012


W tym roku jesień rozgościła się na wyspie już w połowie sierpnia. Ale dopiero teraz widoczna jest w pełnej swojej krasie… czuć ją w powietrzu, które przedostaje się przez cienką szparę okienną… siedzę w sofie i obserwuję koniuszki pożółkłych drzew, niebo też jakieś takie marudne dzisiaj… 


... z jesiennym rozleniwieniem układam w głowie sprawy bieżące, zaległe i przygotowuję się do nowego etapu życia… A w niewielkim rondlu na kuchennym blacie bulgocze cichutko zupa z kurek… Gorąca, z dodatkiem kremowej śmietany… rozgrzeje i ukoi jesienne nastroje… 



Zupa kurkowa z koprem włoskim i suszonymi pomidorami 
(z przepisu znalezionego gdzieś w internecie)

1 duża marchewka 
1 pietruszka 
1 mała gałązka selera naciowego 
½ bulwy kopru włoskiego 
1 cebula 
2 ząbki czosnku 
25ml oliwy z oliwek 
250g kurek 
kilka suszonych pomidorów (wg uznania, u nas 3) 
1 l bulionu grzybowego (u nas Winiary)
200 ml śmietany 30% 
sól i pieprz 

Wszystkie warzywa kroimy w drobną kostkę, czosnek zgniatamy dużym nożem i drobno siekamy. Rozgrzewamy na patelni oliwę i podsmażamy wszystkie warzywa przez ok. 10 min. Dodajemy umyte i osuszone kurki i smażymy jeszcze kilka minut. Zalewamy bulionem grzybowym, dodajemy uprzednio pokrojone suszone pomidory i gotujemy 30 min. Gdy warzywa są miękkie, doprawiamy je solą i pieprzem, wlewamy śmietanę. Zupę posypujemy koperkiem.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...